Przejdź do głównej zawartości

NA WSZYSTKIE PIŁY NIE MAM SIŁY - omówienie serii "Piła" (2004-2010)


Gdy w 2004 roku na ekrany kin trafiła "Piła" Jamesa Wana, nikt się nie spodziewał, że film ten da początek legendarnej dziś już serii, przynosząc wytwórni Liosgate ponad 800 milionów dolarów zysku, a jej reżyserowi nada miano nowego króla horroru. Z okazji premiery najnowszej części cyklu – "Piła: Dziedzictwo" postanowiłem przyjrzeć się każdej odsłonie i pokrótce opowiedzieć Wam, czy warto się z nimi zapoznać.

Piła (2004)
reżyseria: James Wan, scenariusz: Leigh Whannell, James Wan

Pierwsza wersja scenariusza "Piły" powstała już w 2001 roku, a sam gotowy film trafić miał pierwotnie wyłącznie na kasety VHS. Zyskał on jednak na tyle przychylne opinie, że otrzymał dystrybucję kinową, a już wkrótce zielone światło dla realizacji sequela. Wszystko zaczyna się w tajemniczej obskurnej łazience, w której budzi się dwójka nieznających się mężczyzn. Nie wiedzą nic o sobie, o tym miejscu, ani o powodzie, dla którego tam trafili. Jedyne, co jest oczywiste, to że są przykuci do rur i że na środku pomieszczenia leżą zwłoki mężczyzny, który prawdopodobnie popełnił samobójstwo. Próbując odnaleźć jakikolwiek trop, mogący im pomóc w wydostaniu się z opresji, znajdują w swych kieszeniach kasety magnetofonowe, a przy trupie odtwarzacz. Głos, jaki usłyszą, wyjaśni im, że oto rozpoczęła się gra, której stawką jest życie jednego z nich.

"Piła" była powiewem świeżości, jakiej wówczas potrzebowało kino – oferowała trzymający w napięciu thriller, który równie skutecznie fascynował i wciągał, co straszył. Straszył nie jump-scare'ami, nie konkretnymi postaciami, a samą sytuacją, w jakiej znaleźli się bohaterowie. Przerażał klaustrofobiczną atmosferą i tajemniczością. Robił wrażenie pomysłem i sprawną, choć wyczuwalnie skromną realizacją. Do tego oferował widzom bardzo bogatą ikonografię, na której można było śmiało budować rozległą markę – przerażająca i bardzo charakterystyczna lalka, maska świni, odtwarzacz kasetowy Panasonic, najzwyklejsza piła czy skomplikowany tzw. Bear trap reverse to początek całej masy rekwizytów, które uczyniły "Piłę" serię niezwykle rozpoznawalną.
 
Już w tej części można się doszukać scenariuszowych luk, jednak zostały one na tyle zręcznie przykryte gęstym klimatem i świetnym pomysłem wyjściowym, że kupuje się tę historię w całości. Nawet aktorstwo Cary'ego Elwesa i Leigha Whannella (również współscenarzysty tej i kolejnych dwóch "Pił"), którzy w finale radzą sobie już tylko na poziomie umiarkowanym, nie psują mojego postrzegania całości - to świetny film. I, co ciekawe, zasługujący na kontynuację.

Piła II (2005)
reżyseria: Darren Lynn Bousman, scenariusz: Darren Lynn Bousman, Leigh Whannell

Film otwiera scena, która jest już nie tylko legendarna, ale też stanowi świetną wykładnię filozofii Johna Kramera aka Jigsawa. Widzimy w niej uwięzionego w zabójczej, wysłanej kolcami masce mężczyznę. Z szumiącego nagrania dowiaduje się on, że klucz do uwolnienia się z mechanizmu zaszyty został w jego oczodole. Jeśli chce przeżyć, musi poświęcić część siebie. Ma w ten sposób dowieść swojej woli przetrwania i pokazać, że jest cokolwiek wart. Oprawca nie jest bezpośrednią przyczyną jego śmierci, choć ta zdaje się nieuchronna. Jest jedynie sędzią, który daje ludziom możliwość spojrzenia na swoje życie z innej perspektywy. Innymi słowy – okrutna gra Jigsawa toczy się dalej.
 
Głównym bohaterem tej części jest policjant wezwany do sprawy jednego z "testów" Jigsawa. Trafia on na trop przestępcy i dociera do miejsca jego pobytu. Tyle, że ten nie dość, że okazuje się schorowanym staruszkiem podłączonym do kroplówki, to jest mało zaskoczony przybyciem stróżów prawa. Szybko okaże się, że plany Jigsawa sięgają dalej niż komukolwiek mogło się dotąd wydawać i że każda próba pokrzyżowania mu ich prawdopodobnie skończy się fiaskiem.

Konstrukcyjnie część ta jest w pewnym stopniu podobna do swojego poprzednika, jak i większości następców – akcja toczy się dwutorowo, w jednej płaszczyźnie obserwujemy zamknięte w pułapce ofiary, w drugiej próbujących rozwikłać zagadkę i uratować więzionych ludzi policjantów. Dwójka również broni się bardzo ciekawym pomysłem i zaskakuje niezwykle trudnym do przewidzenia zakończeniem, jednak w tej odsłonie wiele do życzenia pozostawiają bohaterowie. Ci zamknięci zdają się za mało dookreśleni, a ich działania budzą wątpliwości w kwestiach logicznych. Wiele elementów genialnego planu Jigsawa bardzo łatwo mogło się nie powieść, a część z jego założeń stoi w sprzeczności z przyjętą przez niego filozofią. Gęstego klimatu filmu Wana tu brak i zdecydowanie bliżej mu do innych przedstawicieli gatunku. Ale dla Tobina Bella i zwrotu akcji – zdecydowanie warto przecierpieć niektóre wpadki scenariusza. Zwłaszcza, że bez znajomości tej części nie będzie można cieszyć się lepszą częścią trzecią.

Piła III (2006)
reżyseria: Darren Lynn Bousman, scenariusz: Leigh Whannell

W wielu momentach tej odsłony można odnieść wrażenie, że pomyślana ona była, gdyby miały nie powstać następne sequele, jako zwieńczenie trylogii – wielokrotnie powracamy w niej do wydarzeń z poprzednich części i odsłaniamy momenty spoza filmów, by uzupełnić brakujące elementy układanki. I wszystko składa się wyjątkowo zgrabnie w imponującą historię.
 
Tym razem wątek śledczych pojawia się jedynie na samym początku, by nakreślić jeden motyw (i wprowadzić jedną później bardzo istotną postać) – zbrodnie Jigsawa znajdują naśladowcę. To, co je znacząco odróżnia od wzorca, to brak możliwości wygrania próby. Kim jest następca Kramera i jaki cel mu przyświeca? Nie jest to zagadką, z którą mamy się tym razem zmagać – kto oglądał dwójkę, ten wie o kogo chodzi. Przez większość filmu będziemy towarzyszyć samemu Jigsawowi, któremu stan zdrowia nie pozwala już podnieść się z łóżka. Zostaje do niego przyzwana (oczywiście siłą i w ramach "gry") lekarka. Ma za zadanie utrzymać Jigsawa jak najdłużej przy życiu, inaczej sama zginie. To doskonała okazja do skonfrontowania psychopaty ze swoją ofiarą, przynajmniej częściowego odkrycia kart, ukazania jego motywacji i relacji z uczennicą. Wartkiego tempa całości dodaje drugi wątek – kolejny mężczyzna musi przejść próbę, pokazać swoją determinację i się zrehabilitować.

Fabuła tej części trzyma się kupy zdecydowanie lepiej od poprzednika – choć do drugiego wątku można mieć wiele wątpliwości, tak sama sytuacja wokół Jigsawa jest wręcz hipnotyzująca. Pewnie dla niektórych to, co powie w swych długich monologach, wyda się bełkotliwe i niepotrzebne, jednak według mnie świetnie to uzupełnia porter tego człowieka i nadaje dodatkowej głębi poprzednim częściom, czyniąc z Jigsawa zapatrzonego w swój idealny plan następcę boga. Trójka i czwórka są pod tym względem najistotniejsze w całej serii.
 
W tym epizodzie ujawnia się również cecha, która za chwilę zdominuje serię – rozlew krwi. Gdy poprzednie dwie odsłony raczej stroniły od naturalistycznego pokazywania wszelkich uszkodzeń ciała, tak tu nastąpiła eskalacja, która z odcinka na odcinek już tylko będzie przybierać na sile. Tak, to tu zobaczymy sześciominutową scenę operacji na mózgu, podczas której ludzie ponoć mdleli w salach kinowych.
 
Jak sam seans trójki był dla mnie znacznie przyjemniejszy od poprzedniczki, tak w przypadku końcowego twistu mam pewne zastrzeżenia. Przede wszystkim trudno jest uwierzyć w plan Jigsawa – głównie ze względu na jego złożoność i ponowne zwierzenie powodzenia dość niepewnym jej elementom. Zwłaszcza, że wykonanie swych pułapek musiał już powierzyć komuś innemu. Nie zmienia to jednak faktu, że zwrot akcji robi wrażenie i, co najważniejsze, nakazuje sięgnąć po kolejny film.

Piła IV (2007)
reżyseria: Darren Lynn Bousman, scenariusz: Patrick Melton, Marcus Dunstan

Fabuły tej części nie uda mi się nakreślić bez choć jednego spoileru wcześniejszego filmu, dlatego kto jeszcze nie widział "Pił", a nie chce psuć sobie zabawy, niech leci szybko nadrobić zaległości i czym prędzej wraca do czytania. Już? No to lecimy.
 
Jigsaw nie żyje. Trafia do prosektorium, gdzie podczas sekcji zwłok odnaleziona zostaje, a jakże, kasetka z nagraniem przesłania psychopaty. Prawdziwa gra ma dopiero się rozpocząć. Naciągane? Jasne, że tak. Tak jak cała fabuła tej odsłony, łącznie z wieńczącym ją twistem. Ale ile tu się dzieje! Na jakie zręczne kombinacje pozwalają sobie twórcy! No i przede wszystkim część ta rozpoczyna kolejny rozdział serii, rozdział niestety obniżający jakość i finalnie zakończony w fatalny sposób, ale trzeba mu oddać, że próbuje wprowadzić do historii świeżość. I w tej części się to jeszcze jako tako udaje.

Formułę już znacie – ktoś musi przejść test. Tym razem osoba ta nie jest nigdzie zamknięta, ale sposób pokonywania kolejnych etapów do złudzenia przypomina ten z trójki. W drugim wątku policjanci prowadzą dochodzenie, starając się znowu przejrzeć plany Jigsawa i jego współpracowników (czyżby było ich kilku?). Pierwsze skrzypce zaczynają odgrywać całkiem nowe postaci, a retrospekcje gęsto wplotą się w teraźniejszość, by po raz kolejny połączyć elementy układanki, a Kramerowi przydać więcej charakteru i motywacji. Atmosfera jest gęsta, dzieje się naprawdę dużo i w tym wszystkim nie trudno się pogubić. Zwłaszcza, że widoki są intensywne – twórcy już się nie cackają i krwią z lubością bryzgają po ścianach, ku uciesze lub obrzydzeniu widzów. To już zdecydowanie nie film dla wrażliwych. A ci, którzy z jakiegoś powodu lubią sadystyczne widoki – wy z kolei poprzestańcie na tej części. Dalej nie ma sensu iść.

Piła V (2008)
reżyseria: David Hackl, scenariusz: Patrick Melton, Marcus Dunstan

Reżyserem tej części jest... scenograf (choć tłumaczenie w ten sposób na polski terminu production designer jest chyba zbytnim uproszczeniem) wcześniejszych trzech "Pił". I był to jego debiut na tym stanowisku. Choć scenarzyści pozostali ci sami, co poprzednio, to właśnie na efekt ich pracy można w tym przypadku najbardziej narzekać. Bowiem reżysersko się to całkiem dobrze broni – akcja jest sprawnie kontruowana, aktorzy dobrze prowadzeni i ogląda się to wszystko przyjemnie (jeśli oczywiście choć trochę lubi się filmy torture porn), historia jednak znacząco odstaje od poprzedników.

Następca Jigsawa kontynuuje jego dzieło. Czyli, standardowo, zamyka kilka osób w jednej przestrzeni i każe im przejść krwawy test. Postaci te jednak posiadają jeszcze mniej charakteru niż pionki z części drugiej, pułapki niejednokrotnie żenują, a sposób w jaki radzą sobie z nimi bohaterowie rozczarowuje. A cały wątek kończy się zwrotem, który prawdopodobnie każdy widz przewidzi już w pierwszych minutach. Co do drugiego wątku, czyli policyjnego śledztwa, przywodzi ono na myśli znacznie bardziej film kryminalny niźli mroczny thriller, z jakim "Piłę" się utożsamia. Tyle, że kryminały zwykle na końcu zaskakują pomysłowym rozwiązaniem. Tu nie było czym zaskoczyć, końcówka nie zrobiła na mnie absolutnie żadnego wrażenia. I cały film, mimo próby dołożenia retrospekcjami kolejnej cegiełki do obrazu Jigsawa, jest nazbyt naciągany, by móc to przyjąć bez zająknięcia. A będzie już tylko gorzej.

Piła VI (2009)
reżyseria: Kevin Greutert, scenariusz: Patrick Melton, Marcus Dunstan

Reżyserem tej i kolejnej części jest... montażysta wcześniejszych odsłon oraz tegorocznego "Jigsawa". Ech... 

Gdyby "Piłę" traktować jak serial, a sposób korelacji odcinków to sugeruje, można by powiedzieć, że drugi sezon (zapoczątkowany przez część 4.) znacznie obniżył poziom. Zmiana głównego bohatera na następcę Jigsawa, co prawda na swój sposób ciekawego, ale pozbawionego jasnej i równie dającej się na swój sposób zrozumieć motywacji, zadała fanom potężny cios. Składanie elementów układanki gry Johna Kramera stopniowo porzucano na rzecz przypominającej gorsze epizody "Dextera" kryminalnej szmiry. Do głosu doszła tu również postać ex-żony Jigsawa, której nie sposób polubić, nienawidzić równie trudno, bowiem przejąć się jej działaniem można jedynie, gdy dzieje się w retrospekcji i dotyczy bezpośrednio jej męża.

Skoro to "Piła", nie mogło zabraknąć też gry, która i tym razem nie ma najmniejszego sensu i nie służy niczemu poza eksponowaniem najwymyślniejszych sposobów śmierci, przywodzących na myśl "Oszukać przeznaczenie". Nieistotne jest to, kto gra, o co i po co. Pułapki są idiotyczne, a zakończenie zostawia jedynie z niesmakiem – oto powstanie kolejna część.

Piła 3D (2010)
reżyseria: Kevin Greutert, scenariusz: Patrick Melton, Marcus Dunstan

Niech ktoś powie twórcom, że robienie tego rodzaju filmów w 3D ostatecznie grzebie je jako godne uwagi na seans na trzeźwo i bez popcornu. Choć oni zdają się to doskonale wiedzieć. Szkoda tylko, że taki cyrk urządzili w ramach cyklu o wielkim potencjale na coś ambitniejszego. Już pierwsza scena przeświadcza o jakości całości – bezimienni bohaterowie, którzy nigdy później już się w filmie nie pojawią, grają w minigierkę Jigsawa, która nie dość, że nie ma najmniejszego sensu, nie służy absolutnie nikomu, a do tego jako pierwsza i ostatnia zostaje wystawiona na widok publiczny i to w witrynę jakiegoś sklepu. Nie wiadomo o co chodzi, ale jest krew i kadrowanie nastawione na efekciarskie 3D. A chwilę później otrzymujemy fabułę, o której mówić jest aż głupio. Dlatego ograniczmy to jedynie do stwierdzenia – dzieje się to, co zwykle, tyle że jest sto razy głupiej, zupełnie bez klimatu, bez ciekawych postaci, za to z marnym, dopisanym na kolanie zwrotem akcji, pokazującym środkowy palec fanom. Nudne i wtórne to przeokropnie, a poczucie, że akurat ten film wieńczy całą serię, realnie mnie boli.

Po "Pile 3D" twórcy zaniechali kręcenia dalszych części... na siedem lat. W tym roku swą premierę miał film "Jigsaw" w Polsce wyświetlany jako "Piła: Dziedzictwo", który można by uznać za ósmą część, choć nie kontynuuje ona wcześniejszych wątków, a nawet momentami je neguje. Cóż, można powiedzieć, że jest tym, czym "Terminator: Genisys" dla swojej serii. Recenzję mojego autorstwa możecie znaleźć na Kalejdoskop Wrocław, niewykluczone jednak, że wstawię na bloga rozbudowaną wersję, w której omówię ten film ze spoilerami.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Do czego pijesz? - wywiad z WuWuniem

Z Marcinem Sprusińskim, znanym szerzej jako WuWunio, rozmawiam po kinowej premierze jego filmu "Potwór z Doliny Trzech Spawów".
Maciej Karwowski: Inaczej niż w przypadku poprzedniego filmu, premierę "Potwora..." zorganizowaliście w kinie. Informując na Facebooku o wyprzedanych biletach wspomniałeś, że przed Luną były kina, które Wam odmówiły.Które konkretnie?
Marcin Sprusiński: Chciałem się dogadać z dużymi sieciami, żeby w każdym mieście w Polsce film ten poleciał raz, na przykład w czwartek o 18:00. Bez zysku dla mnie – po prostu by ludzie w różnych miejscach kraju mogli zobaczyć to na dużym ekranie. Ale jak usłyszeli, że to jakiś film z Bonusem BGC i resztą - odmówili. Nie chciałbym raczej wymieniać nazw, bo możliwe, że kiedyś będę do nich uderzać z jakimś innym filmem. A kino Luna powiedziało, że nie interesuje ich co będziemy puszczać. I na pewno są zadowoleni, bo bilety sprzedały się w dwie godziny.
M.K.: Widziałem, jak dziewczyny sprzątały salę i sądzę, że obs…

Polski teledysk - wywiad z Markiem Skrzeczem i Szymonem Siwcem

Czas dużych przemian - wywiad z Szymonem Siwcem