Przejdź do głównej zawartości

"Boska Florence" RECENZJA



Florence Foster Jenkins to postać kultowa i fascynująca. Na kartach historii zapisała się jednak nie ze względu na talent czy wybitne zasługi, a raczej z powodu ich braku - Jenkins określana jest bowiem mianem “najgorszej śpiewaczki operowej w historii". Odziedziczywszy fortunę i obracając się w gronie wyłącznie serdecznych jej osób, koncertowała praktycznie aż do śmierci, pozostając w nieświadomości swego braku umiejętności.

To, że postać ta zyskała już za życia niemałą popularność i poklask, czyni z jej historii doskonały materiał na film. Aż dziw bierze, że dopiero w 2015 roku zrealizowano pierwszą fabułę (“Marguerite", reż. Xavier Giannoli). Jednak dziś zajmę się drugą z kolei, powstałą kilka miesięcy później “Boską Florence”.
Najnowszy film Stephena Frearsa z polskiego, niezwykle kiczowatego plakatu, atakuje nas hasłem “Boska komedia o nieboskiej śpiewacze”. Co dystrybutor miał na myśli nawiązując do dzieła Dantego, pojęcia nie mam, jednak od razu chciałbym zaznaczyć, że film ten nie tylko nie ma nic wspólnego ze średniowieczną wędrówką przez zaświaty, ale równie niewiele go łączy z samą komedią. “Boska Florence" co prawda usilnie stara się, jak sama Jenkins, utrzymywać radosny humor, tyle że praktycznie cała komediowość sprowadza się tam do śmiechu półgębkiem z nieudolności wokalnej protagonistki i kilku dość pociesznych min, granego przez Simona Helberga, akompaniatora wirtuozki.
Zdaje mi się, że gdyby twórcy nie silili się na stworzenie z tej historii lekkiej rozrywki dla całej rodziny, osiągnęliby znacznie korzystniejsze rezultaty. Albowiem wszelkie elementy dramatyczne “Boskiej Florence" sprawdzają się bardzo dobrze, czyniąc z Jenkins postać już nie tylko nietuzinkową, co przede wszystkim tragiczną. Jej zaangażowanie i upór w dążeniu, skontrastowane z całkowitym brakiem umiejętności rozczulają, budzą podziw, by finalnie stworzyć podbudowę do esencjonalnego dla całości pytania - czym jest sztuka? w jaki sposób powinniśmy ją oceniać? Sens tej refleksji na całe szczęście nie zostaje zagubiony, a to przede wszystkim za sprawą pierwszorzędnego aktorstwa. Niezawodna Meryl Streep z partnerującym jej Hugh Grantem tworzy wspaniały, pełen chemii duet, któremu daleko do klasycznych przedstawień związków w kinematografii. To dzięki nim film ten, pomimo komediowych niedostatków, ogląda się naprawdę przyjemnie, a postaci lubi. “Boska Florence” to przyzwoita produkcja, którą swobodnie można polecić każdemu. Szkoda tylko, że twórcy nie postanowili pójść o krok dalej, spojrzeć na temat w nieco większym skupieniu i z ambicją podjęcia rzeczywistej dyskusji. Bo w takiej formie wszystko, o czym film ten mówi, jest jak śpiew samej Foster Jenkins - intryguje i zastanawia, ale tylko na moment.

6/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Do czego pijesz? - wywiad z WuWuniem

Z Marcinem Sprusińskim, znanym szerzej jako WuWunio, rozmawiam po kinowej premierze jego filmu "Potwór z Doliny Trzech Spawów".
Maciej Karwowski: Inaczej niż w przypadku poprzedniego filmu, premierę "Potwora..." zorganizowaliście w kinie. Informując na Facebooku o wyprzedanych biletach wspomniałeś, że przed Luną były kina, które Wam odmówiły.Które konkretnie?
Marcin Sprusiński: Chciałem się dogadać z dużymi sieciami, żeby w każdym mieście w Polsce film ten poleciał raz, na przykład w czwartek o 18:00. Bez zysku dla mnie – po prostu by ludzie w różnych miejscach kraju mogli zobaczyć to na dużym ekranie. Ale jak usłyszeli, że to jakiś film z Bonusem BGC i resztą - odmówili. Nie chciałbym raczej wymieniać nazw, bo możliwe, że kiedyś będę do nich uderzać z jakimś innym filmem. A kino Luna powiedziało, że nie interesuje ich co będziemy puszczać. I na pewno są zadowoleni, bo bilety sprzedały się w dwie godziny.
M.K.: Widziałem, jak dziewczyny sprzątały salę i sądzę, że obs…

Polski teledysk - wywiad z Markiem Skrzeczem i Szymonem Siwcem

ANATOMIA PRAWDY – wywiad z Sebastianem Fabijańskim

Z Sebastianem Fabijańskim rozmawiam wespół z moim niezastąpionym kompanem Jakubem Zawodniakiem podczas 46. Ińskiego Lata Filmowego, tuż po przedpremierowym pokazie Mowy ptaków Xawerego Żuławskiego.

Jakub Zawodniak: Chcieliśmy zacząć od tego, że jesteśmy pod wrażeniem amplitudy uczuć, jaką zaprezentowałeś na spotkaniu po filmie. Zwłaszcza że gdy dołączyłeś do Xawerego, wydawałeś się zblazowany, znudzony.
Sebastian Fabijański: Chwilę wcześniej spałem w samochodzie. Robimy z Mową ptaków sporą trasę – Warszawa, Zwierzyniec, Gdańsk, Ińsko i zaraz jedziemy dalej, a wszystko w przeciągu w zasadzie półtora dnia. To nie jest więc jakaś nonszalancja, po prostu naprawdę mnie rozłożyło. Takie spotkania nas też kosztują, zawsze jestem wymęczony, bo ludzie oczekują dużo atencji, a to wymaga wysiłku szczególnie ode mnie. A ja jakoś z natury duszą towarzystwa nie jestem.
Maciej Karwowski: Ale w którymś momencie się uruchomiłeś!
To pewnie przez jakieś pytanie. Ono uruchomiło lawinę refleksji i emocji.
MK: …